Jeszcze nigdy wcześniej temat medytacji i świadomego praktykowania obecności nie był tak popularny, a zarazem – tak niezrozumiany. Dlaczego większość ludzi medytuje błędnie? Nieraz rozmawiam z ludźmi, którzy zniechęcili się do medytacji, bo „ciągle myślą i nic”, bo „to nie działa”, bo „chyba robią coś źle”. I wiesz co? Często mają rację – robią to źle, bo świat narzucił zupełnie mylną definicję tego, czym naprawdę jest medytacja. Dlaczego większość ludzi medytuje błędnie? Pozwól, że dziś z tobą się podzielę szokującą prawdą, którą zobaczyłem na własnej drodze i u ludzi, którzy naprawdę poświęcili lata na zgłębianie siebie – nie dla mody, ale dla transformacji.
Dlaczego większość ludzi medytuje błędnie – najczęstszy błąd zachodniego świata
Przez ostatnią dekadę obserwowałem, jak medytacja i świadome praktykowanie obecności stają się nowoczesnym trendem. Apki, nagrania, „prowadzone wizualizacje”, powtarzanie afirmacji, moda na szybkie techniki motywacyjne – wszystko zostało wrzucone do jednego worka i opatrzone etykietą „medytacji”. Tymczasem to tak, jakby mówić, że nauka czytania jest równoznaczna z napisaniem książki. Medytacja nie jest procesem, lecz rezultatem.
Medytacja – czym NIE jest?
Wyjaśnijmy to raz na zawsze: wizualizacje, afirmacje, treningi relaksacyjne czy nawet oddechowe techniki nie są jeszcze medytacją w jej duchowym znaczeniu. Są przygotowaniem umysłu, sposobem burzenia ścian stresu w głowie. To wartościowe narzędzia, ale one koncentrują świadomość na myślach, pragnieniach, obrazach – to praca w kierunku skupienia, a nie w kierunku pustki.
Potwierdzono tam, że techniki jogiczne i medytacyjne faktycznie zmieniają funkcjonowanie naszego mózgu, podnosząc pamięć, zdolności poznawcze i odporność na stres – a wartością szczególną jest właśnie umiejętność wejścia w stan głębokiego spokoju, a nie tylko krótkotrwałe „wyciszenie”.
Medytacja jako stan końcowy – tajemnica „nicnierobienia”

To, na czym polega prawdziwa medytacja, jest zarazem banalnie proste i… niesłychanie trudne: stan pełnej pustki myśli, całkowite zanurzenie w „tu i teraz”, bez jakiejkolwiek próby interpretacji, rozwiązywania czy wywoływania uczuć. W rzeczywistości bardzo niewiele osób kiedykolwiek, choć na moment, tego doświadczyło – a niemal nikt nie osiąga tego wtedy, gdy jest zestresowany! To paradoks: najgorszy moment na medytację to ten, w którym jej najbardziej potrzebujesz (czyli w kryzysie). Bo najpierw trzeba umysł uspokoić.
Przez lata zyskałem przekonanie, że największy błąd początkujących to „walka” z myślami. Próby bycia idealnie „pustym” kończą się jeszcze większym chaosem. Zamiast tego ucz się „świadomie praktykować obecność” – witnessing, czyli obserwować jakiekolwiek doznanie, myśl czy bodziec bez podążania za nimi, bez komentowania, bez reakcji. Dla mnie – to był przełom.
| Etap | Charakterystyka | Przykład praktyki |
|---|---|---|
| Początkujący | Silny dialog wewnętrzny, chaos myśli, niepokój | Proste techniki oddechowe, krótkie 1-2 min sesje, świadome zauważanie myśli |
| Świadome praktykowanie obecności | Uważność na bodźce, etap „świadka”, myśli nadal pojawiają się, ale są obserwowane bez reakcji | Ćwiczenia witnessing – zauważ co czujesz, słyszysz, widzisz, pozwól temu odejść bez komentarza |
| Medytacja (stan końcowy) | Naturalna pustka, totalny spokój, zanik poczucia oddzielenia, kontakt z uniwersalną energią | Zdarza się spontanicznie po czasie; utrzymaj spokój, nie oceniaj, nie oczekuj efektu |
Jak praktykować świadomą obecność – praktyczne wskazówki
Praktyka mindfulness, którą naprawdę polecam, jest prosta – ale wymaga wytrwałości. Oto konkretne kroki, które codziennie stosuję:
- Rozpoczynaj od wyciszenia: usiądź wygodnie, najlepiej na ziemi lub w fotelu, kręgosłup prosty, dłonie otwarte – w pozycji odbiorcy, czyli wnętrza dłoni zwrócone ku górze. To tworzy „kanał energii” – od ziemi aż po szczyt głowy.
- Oddychaj przeponowo, powoli i świadomie: oddychaj przez nos, tak by powietrze napełniało brzuch. Oddech jest twoim kotwicą w tu i teraz.
- Nie próbuj wymuszać „pustki”: każdy bodziec, który przychodzi (dźwięk, myśl, impuls), po prostu zauważ, bez oceny, bez podążania za nim.
- Nie spiesz się: na początek praktykuj kilka minut dziennie; 30 sekund, minuta, dwie – tyle wystarczy. Z czasem (miesiące, lata) twój umysł nauczy się spokoju.
- Praktykuj w codziennych chwilach: w autobusie, w pracy (jeśli możesz), w oczekiwaniu – za każdym razem, gdy możesz zatrzymać się i poobserwować „przepływ zmysłowy” bez komentarza.
Tam przeczytasz, jak zmiany EEG i fMRI potwierdzają głęboką przemianę mózgu podczas regularnej praktyki – medytacja i świadome praktykowanie obecności to realnie działające narzędzia, nie tylko „relaks”.
Na koniec – prosty eksperyment na dziś
Odważ się dziś spróbować bardzo krótkiej praktyki: siądź wygodnie, wyprostuj kręgosłup, otwórz dłonie, zamknij oczy. Oddychaj spokojnie przez nos i przez minutę po prostu bądź świadkiem wszystko, co pojawi się w głowie – dźwięki, obrazy, myśli. Niczego nie hamuj, niczego nie oceniaj. To Twoje pierwsze, prawdziwe zetknięcie z medytacją i świadomym praktykowaniem obecności.
Podsumowanie – co jest najważniejsze?
Dlaczego większość ludzi medytuje błędnie? Bo medytacja to nie droga, lecz cel. Wszystkie techniki są narzędziami prowadzącymi do stanu, w którym po prostu… JESTEŚ. Bez dialogu, bez wysiłku, w totalnej obecności. Zacznij od obserwacji siebie – to pierwszy krok do życia marzeń i prawdziwej wolności, jakiej doświadczają nieliczni. Pamiętaj, że każdy może się tego nauczyć. Do zobaczenia na wspólnej drodze!


Czuję, że przy pomocy Twoich wskazówek Piotrze, uda mi się wejść w ten stan. Dziękuję.
Przede wszystkim na spokojnie i bez poczucia, że cokolwiek musisz. W totalnym relaksie i z pozytywnym nastawieniem. A wtedy wszystko się uda. Powodzenia!